Trening Kolarski z Tomaszem Kiendysiem

 

https://fitwheels.eu/

 

Uphill na Szrenice 2018 Jacek i Marek w akcji

Kategoria

Rowerem na Szrenicę – Szklarska Poręba 10.06.201 r.r 

Uphille to świetny wynalazek kolarstwa. Nie jest zastrzeżony tylko dla mtb. Trasy są z reguły krótkie ale bardzo nachylone. Oczywiście na każdym niemal maratonie coś podjeżdżamy. Nawet na płaskiej trasie w Murowanej Goślinie zdobywaliśmy dziewiczą górę, na Lech Bike Festiwalu podjeżdżaliśmy (kto podjeżdżał, ten podjeżdżał) pod Petrovkę, w Bielawie pod Kalenicę. Ale podjazd w uphillu to nie jakaś część trasy, ale jej esencja, wielkie wyzwanie przed którym stają uczestnicy i właśnie ono ich przyciąga. Sporo odcinków jest tak nachylonych, że rowery trzeba prowadzić. Po za tym cel musi być sam w sobie niezwykły. Mamy zatem Śnieżkę, Równicę, Okraj, czy wreszcie najmłodszą w tym towarzystwie  Szrenicę.

szrenica
Jacek Sudół, Marek Śledziona autor zdjęcia Danuta Sudół

 

Od chyba 5 lat Rotary Klub w Karpaczu organizuje charytatywne imprezy, pod hasłem „pokonaj siebie, pomóż innym” dochód nich przekazuje na pomoc potrzebującym. Rozpoczynali od wjazdu na Śnieżkę (Rowerem na Śnieżkę), potem doszła Rowerem na Szrenicę i później „Rowerem przez Karkonosze”. Całość nosi nawę „Korona Karkonoszy” i  w 2018 r. obejmie Szrenicę, Przełęcz Karkonoską (!!!) i Śnieżkę.

Jak zatem było 10.06.2018 r?

Cały tydzień poprzedzający weekend był upalny. Z kolei w sobotę okolice nawiedziły ulewne deszcze, gradobicia i burze. Pogoda na niedziele był zatem zagadką. Okazało się, ze mimo deszczów na południowym zachodzie w Szklarskiej Porębie nie padało, ale było parno. Temperatura w Szklarskiej Porębie zbliżona była do tej na Szrenicy, co wcześniej się nie zdarzało. Zawsze na szczycie trzeba było cieplej się ubrać, a tym razem nie było takiej konieczności. Tłoku w biurze zwodów nie było , gdyż wjazd na Szrenicę jest wciąż niszowy (czego zupełnie nie rozumiem) i wystartowało 126 osób.

Poranna niedziela w radio jak zwykle spokojna. W trójce audycja o przemocy domowej. W innych stacjach to co zawsze. Włączam wiec „What Happens Next” Joe Satrianiego. Świetna gitara. Na żywo też znakomicie wypadł podczas trasy koncertowej G3 (z Uli Jonem Rothem i Johnem Petruccim).

 Na starcie sporo znajomych w tym czołowa polska zawodniczka Aneta Imielska a także znajmi sprzed roku Wojtek Kolasa, Radek Zamorski z Xtra Bike, a z Road-Racing Jacek Sudół. Dzień wcześniej walczył w Świeradowie na Bike Maratonie a teraz podjął wyzwanie na Szrenicę. Jackowi tradycyjnie towarzyszy małżonka Danusia. Przy okazji ujawniła talent fotograficzny. Jej zdjęcia mają wielka zaletę. Znakomicie oddają atmosferę trasy.  Nie jest regułą wśród fotografów.

Szrenica
Jacek Sudół autor Zdjęcia Danuta Sudół

 

szrenica
Redaktor Marek  w natarciu autor Zdjęcia Danuta Sudół

Jedziemy na ulicę Kasprowicza na miejsce startu ostrego. Główną ulica prowadzi asfaltowy zjazd, jadę sam, bo gdy rower chce przekroczyć 60 km/h to lepiej nie mieć nikogo w pobliżu.

Ruszamy. Pierwsza część to szerokie szutry drogą rowerową nr 5. Początek to nieco ponad 2 km z górek i szybko. Potem nawrót w prawo i podjeżdżamy. Przed nami 5 km pod górę, jest łagodnie. Początkowo nachylenie ok.3-4 %, im wyżej tym stromiej, do 6%. Nawierzchnia dobra, deszcze i burze nie poczyniły zmian. Jadę cały czas w jakieś grupie zawodników, pozwala tu i tam wyprzedzić ale i wyprzedzających mnie nie brakuje. Pasjonująca rywalizacja w między ostatnimi 20-stoma zawodnikami;)   zaleta podjazdów jest ich długość, sporo prostych, więc można delektować się w końcu to prawdziwe góry. I po raz pierwszy jadę rowerem 29” Scale. Ten rower to świetny pomocnik na podjazdach. Do tego szerokie opony i geometria pomagają na zjeździe, sunie jak torpeda. Może to nie full ale znakomicie pokonuje szutrowe najeżone kamykami zjazdy. Tu trzeba mocnego skupienia, bo zjazd nieco kręty to w prawo to w lewo. Drugi podjazd nieco krótszy, zjazd nieco mniej stromy kilka wypłaszczeń. Ale oprócz prędkości jest klimat. Ten charakterystyczny szum górskich potoków lasów. To typowe w Szklarskiej Porębie dodatki do jazdy na rowerze. P15 kilometrach zjeżdżamy z Puchatka pod dolna stację wyciągu i rozpoczynamy podjazd w kierunku Szrenicy. Trochę trawy Zaczynamy Lolobrygidą. Początek trawiasty, potem szutry  i już naprawdę mocne nachylenia, od 12 do 22%. Dwukrotne wspinamy się na kamienne półki, które kilka osób zrzuciły z rowerów. Zjeżdżamy w okolice parkingu przy Wodospadzie Kamieńczyka. Sporo turystów mijamy, puszczają nas, przydało by się trochę dopingu. Z parkingu musimy dojechać do drogi prowadzącej na Karkonoskiego Parku Narodowego. Droga prowadzi lasem, a wjazd to techniczna ścianka. Ja to wjechać? Najpierw szybki komunikat: to jest do wjechania, trzeba ustawić przełożenia i podjazd zaatakować. Dzień wcześniej przetestowałem ustawienia w Lasku na al. 1000-lecia w Bolesławcu jak rower zachowuje na takich podjazdach i okazało się, że na moje możliwości z przodu małe przełożenie, ale z tyłu  nie może być największe.    Więc atakujemy. Podjazd jest technicznych z koleina pośrodku i ta właśnie koleina daje możliwość pewnego wjazdu. Podjazd jest mój, z lekkim podparciem na korzeniu. Dalej technicznie ale już mniej pochyło po korzenia kamyka i małym błotku. Tylko końcówka pod górkę z buta – 1 metra zabrakło, ale teren był zaorany przez wcześniej jadących. Wprowadzam rower, krótki postój na żel SIS i jedziemy na spotkać się z najtrudniejszym fragmentem trasy. To bukowany odcinek prowadzący na Szrenicę.  Początek to typowe kocie łby. Prawdziwy test wytrzymałości charakteru waleczności. Nie ważne ile będę jechał, zadanie podstawowe aby to wjechać. To esencja tego startu. Ruszam. Tym razem na najlżejszych przełożeniach. Spoglądam w górę. Widok straszny. Podjazd, stromizna i końca nie widać. Nie patrzę w dal. Tylko przed koło. I to działa. Kręcę mocno , ale tez jadę prosto, a tyle na ile się da, czasami trzeba uważać by koła nie utkwiły między kostkami. Inni zawodnicy schodzą roweru, niektórzy próbują szutrowego pobocza, też nic to nie daje. Trzeba zaatakować to coś, złapać rytm i walczyć. I to daje efekt. Wiem, że ten odcinek kocich łbów to najbardziej krytyczny moment trasy nachylenie przekracza 20%. Potem nawierzchnia się zmienia w sześciokątne bloczki i już będzie łatwiej. Jakaż to radość , gdy wreszcie na nie wjeżdżam. Najgorsze chyba za mną. Dwie rzeczy jeszcze dochodzą. Wychodzi słońce, dodaje energii i radości, akumulator szybko się ładuje. I jeszcze wiaterek lekki, chłodny orzeźwia pomaga, a jest jakiś boczny i nie przeszkadza w jeździe. Jakby zupełnie nowy etap ego uphillu. I tak docieram do hali Szrenickiej. Tu jednak widok przeraża bo z halą widoczny jest dojazd do Szrenicy i jak nachylony!!! Trochę inna trudniejsza nawierzchnia, ale rower jedzie, i chce się jechać pomaga widok panoramy Karkonoszy. Kika zakrętów i już widać końcówkę. Dojazd do mety i pierwsi kibice – to Jacek Sudół z żoną Danutą. Ich doping daje kopa, widzę też czas 1:57 więc jest szansa na poprawę wyniku sprzed roku, więc ostatni atak i jest meta. Ależ to był piękny wjazd.   Organizator zakłada pamiątkowy medal, dla mnie tradycyjnie tylko za uczestnictwo. Teraz zasłużone ciasto i woda, rozmowy z Jackiem, Wojtkiem i innymi, każdy pod wielkim wrażeniem, wzajemne gratulacje. Kilka fotek.

No na koniec zjazd ze Szrenicy. jedziemy w całej grupie uczestników  Trochę zjazdu i postojów. Dotykam tarcz hamulców-parzą, tak rozgrzane.

Kiedy   jedziemy drogą krajową nr 3 Jakuszyce-Szklarska jakiś idiota w białym SUV-ie lepszej marki na podwójnej ciągłej linii i łuku drogi wyprzedza kolumnę. Nie wiem kto komuś takiemu dał prawo jazdy, Gdyby z kierunku przeciwnego coś jechało to nie wyobrażam sobie do jakiej tragedii by doszło.

Na szczęcie to nie zmienia faktu, że zabawa była przednia.  Ten uphiil się nigdy nie znudzi.  

 

Marek ŁŚledziona