Trening Kolarski z Tomaszem Kiendysiem

 

Bikemaraton Polanica

Kategoria

Trzecia już w tym roku edycja Bikemaratonu odbyła się w Polanicy. Kilka dni przed wyścigiem na trasie leżało sporo śniegu, ale do dnia startu wszystko zdążyło stopnieć, tak żeby dobrze było widać zalegające pod spodem błoto. Podłoże zostało jeszcze dokładnie przygotowane przez naturę poprzez mocne opady deszczu, także błota było pod dostatkiem dla wszystkich.

Do sektora wchodzę o 10.30 i ustawiam się na samym przodzie. Po półgodzinnym oczekiwaniu w końcu ruszamy. Jadę blisko czoła grupy na kole Bartka Janowskiego i zawodników JBG2. Jest bardzo ciasno - kolarz przy kolarzu, ale bez większych problemów docieramy do podnóża pierwszego podjazdu. Tam już konie odjeżdzają, ale udaje mi się spory kawałek wjechać w okolicy 10 open mega.

mtb  

Rozpoczyna się krótki szutrowo-błotny zjazd. Rower tańczy. Jest to tylko przedsmak atrakcji jakie czekają nas tego dnia. Drugi terenowy podjazd po trudnej nawierzchni (kamienie, błoto) nie idzie mi za dobrze i tracę kilka pozycji. Później zaczynamy interwałowy odcinek z krótkimi zjazdami i podjazdami. Jadę w okolicach 20 open mega i tutaj już chłopaki umieją zjeżdzać. Trzeba jechać mocno skupionym, żeby nie tracić pozycji. Czuję się dobrze i wiem, że tego dnia mogę wykręcić dobry wynik.

Niestety na szybkim szutrowym zjeździe spada mi łańcuch, który klinuje się tak, że nie mogę go z powrotem wrzucić. Zatrzymuję się przed podjazdem i po minucie udało mi się go w końcu założyć. W tym czasie grupa odjechała, ale nie poddaje się i gonię ile sił. Udało mi się wyprzedzić kilku zawodników i dojść do grupki, z która jadę prawie do rozjazdu GIGA. W międzyczasie nastąpiła selekcja od tyłu i zostało nas dwóch z jescze jednym zawodnikiem. Jedziemy podobnie i współpraca układa się dobrze.

mtb

Wyprzedzamy coraz więcej ludzi na rowerach, ale wyglądają mi turystów, bo przecież MINI chyba już dawno dojechało? Po chwili okazuje się, że to jednak zawodnicy najkrótszego dystansu, których tego dnia wyprzedziłem bardzo wielu. Nie blokowali nas jakoś za bardzo na szczeście i dużo nie straciliśmy, a poza tym każdy miał podobne warunki. Szkoda mi było tylko tych biedaków, którzy przyjechali na wycieczkę po górach, a dostali prawdziwą szkołę przetrwania :)

Zjazdy do mety to jedno wielkie zbiorowisko błota, korzeni i kamieni. W takich warunkach czuję się zadziwiająco dobrze i jadę całkiem sprawnie. Na bardziej płaskich fragmentach jest to walka z klejącą mazią i slalom pomiędzy miniowcami. W pewnym momencie błoto mnie wessało i mój rywal odjechał mi kawałek. W międzyczasie zaczynam ostatni zjazd do strumyka. Jadę szybko, rower tańczy po mokrych kamieniach, a przede mną rock garden w strumyku. Można jechać prosto po dużych i śliskich kamieniach, albo bokiem niby łatwiejszą wersją, a tak naprawdę traci się tam czasowo. Bokiem jechali miniowcy, więc puściłem się na wprost. Rower poleciał mi trochę na bok, ale wypiąłem się, podparłem i praktycznie nic nie straciłem.

mtb

Na ostatnim podjeździe do mety przycisnąłem jeszcze na maxa i doszedłem do zawodnika, z którym jechałem. Niestety mój napęd na szybkich biegach przeskakiwał i nie mogłem dokręcić na zjeździe. To i wcześniejsze problemy przekonały mnie, żeby przejść na jedną zębatkę z przodu przy zmianie sprzętu. Rywal dokręcił i wpadł na metę sekundę przede mną. Moje miejsce open to 28. Nie jest złe, ale gdyby nie kłopoty ze sprzętem mogło być dużo lepiej. Na szczęście dużo jeszcze maratonów zostało do końca sezonu i będzie jeszcze okazja, żeby się wykazać :) Kolejny start w Wiśle, gdzie będzie trasa typowo pode mnie. 46km i 2000m podjazdów.