Trening Kolarski z Tomaszem Kiendysiem

 

Bikemaraton Ludwikowice 2017

Kategoria

To dopiero druga edycja Bikemaratonu w Ludwikowicach Kłodzkich. Tym razem trasa MEGA/GIGA praktycznie w całości poprowadzona została w masywie Wielkiej Sowy. Zapowiadana była wyjątkowa zła pogoda - zimno i deszcz, ale przynajmniej bez burzy i gradu.

Na starcie było ok. 13 stopni i nie padało, więc na początku warunki znośne. Ja czułem się trochę zajechany w ciągu ostatnich tygodni, ale już kilka dni wcześniej obniżyłem nieco intensywność treningów i miałem nadzieję pojechać wyścig przynajmniej na dotychczasowym poziomie.

mtb

Po starcie czekały nas dwa krótkie ok. 5-minutowe podjazdy. Nogi strasznie piekły i nie chciały kręcić, ale jakoś przetrzymałem bez większych strat. 30 minut oczekiwania w sektorze nie sprzyja dobremu startowi.

Kolejne dłuższe podjazdy jechało mi się już wyjątkowo dobrze w drugiej 10 open na MEGA. Na  Wielką Sowę wjechałem na dobrej pozycji, ale na mokrym zjeździe nieco straciłem. Tutaj przegrałem wyścig.

mtb

Po chwili rozpocząłem ostatni długi podjazd na Kozie Siodło. Tam już czułem się zmęczony i wydawało mi się, że słabo kręcę. Strava po wyścigu jednak pokazała co innego - wjechałem tam całkiem szybko i nie straciłem dużo do czołówki. Wniosek z tego, że trzeba cały czas kręcić ile się da, bo każdego boli tak samo :)

Kolejny fragment trasy to długie zjazdy do Rzeczki przeplatane krótkimi podjazdami. Jadę je praktycznie sam w deszczu i we mgle. Klimat jak z maratonów Golonki - śliskie zjazdy po trawie, korzeniach i kamieniach w samotności.

mtb

Zjeżdżam do Rzeczki i rozpoczynam błotny podjazd/podejście, który był zjazdem na początku trasy. Przydają się korki w butach. Po chwili dojeżdżam do ostatniego asfaltowego podjazdu w Sierpnicy, gdzie rok temu przeprowadziłem słynny atak i zyskałem minutę przewagi nad grupką, z którą jechałem. Dziś też poszedłem tam w trupa wiedząc, że to ostatni moment na zyskanie czasu. Nogi bolały i ogólnie ciężko szło, ale na Stravie zobaczyłem, że poprawiłem swój czas z tamtego roku o kilka sekund i wjechałem go tylko 3 sekundy wolniej od zwycięzcy MEGA. Wniosek z tego mam taki - jeśli wydaje Ci się, że już nie możesz i wszystko Cię boli - atakuj!!!

Zjazdy do mety był częściowo szutrowy a na końcu błotnisty, gdzie trzeba było wymijać jeszcze zawodników MINI. Na metę wpadam jako 20 open - to mój rekord jak na razie i dobry prognostyk przed dalszą częścią sezonu. Jak widać - wyluzowanie na treningach pomaga! :)

mtb