Trening Kolarski z Tomaszem Kiendysiem

 

Bikemaraton Jelenia Góra 2017

Kategoria

W tym roku Bikemaraton w Jeleniej Górze po raz kolejny rozgrywany był w ramach UCI Maraton Series. Na starcie pojawiło się sporo zawodników z innych krajów w tym Jolanda Neff oraz jej tato, z którym miałem przyjemność porozmawiać przed startem w sektorze i przejechać sporą część trasy. Myślał, że mamy w Polsce 6-8 maratanów przez cały sezon i musiałem go wyprowadzić z błędu: "Nie ,stary, od kwietnia do października co weekend mamy jakieś zawody, a w zimie przełaje i maratony zimowe". Pogadaliśmy chwilę i w końcu nadszedł moment startu.

Na dystansie mega do pokonania było 63km i 1600m podjazdów - dla mnie to ok. 3h ścigania. Taktyka była prosta - utrzymać się w czołowej grupie przez pierwsze 15 km płaskiego a później już jechać swoje. Po starcie ruszyliśmy ostro do przodu. Wąskie uliczki, jakiś samochód zaparkowany z boku - trzeba było uważać. Dojeżdzamy do głównej drogi na Karpacz i tam zaczyna się pierwszy krótki podjazd. Wjeżdzam w grupie. Cały czas trzeba uważać, bo każdy chce być z przodu. W takim peletonie na szerokiej drodze, gdy nie wyprzedzasz co chwila to znaczy, że spływasz do tyłu.

mtb

Wjeżdzamy  na szutry, pierwsze hopki i grupa zaczyna się nieco rozciągać. Na pierwszym podjeździe jadę już swoje na tyle na ile nogi pozwalają. Nie są jakieś szczególnie dobre, ale jadę ok. 20 open mega. Pierwszy trudniejszy zjazd to stromy i trawersujący zbocze singiel. Nawierzchnia jest ziemna, więc zjeżdzam bez większych problemów.

Kolejna część wyścigu to podjazd pod Skalnik najpierw z łatwiejszą sekcją szutrową, póżniej stromą ścianką i sekcją techniczną po korzeniach na koniec. Zyskuję tam kilka pozycji. Lubię takie strome ścianki i zawsze tam atakuję. Rozpoczynamy zjazd ze Skalnika, początkowo łagodnie nachylony, a następnie stromy z dużymi kamieniami. Zawodnik przede mną schodzi z roweru i ja też muszę sie wypiąć. Jest za trudno i nie daję rady wrócić na rower - zbiegam. Na dole widzę, że łańcuch mi spadł poza dużą tarczę i obrócił się na drugą stronę. Tracę kilkadziesiąt sekund i już jest po wyścigu - na tym poziomie tego nie odrobisz.

mtb

No nic - jadę dalej. Kolejne techniczne zjazdy pokonuję w dobrym tempie, a na podjazdach staram się dociskać, ale jadę już głównie sam. Zaczynam ostatni tego dnia dłuższy podjazd pod Łopatę. Jest bardzo stromo. Przesuwam się do przodu, żeby nie odpaść od ścianki. Wjeżdżam w miarę sprawnie, ale nogi już niestety puste i nie mogę zaatakować.
Uzupełniam bidon i ruszam w dół wiedząć, że do mety teraz głównie jest w dół i po płaskim. 

Przede mną widzę 2 zawodników i gonię ich na długim szutrowym zjeździe. Na kolenej sekcji, ścieżce po ścince drzew łapię jakiegoś patyka między tarczę i widelec. Zatrzymuję się, żeby go wyciągnąć, ale nie chce wyjść. Mija mnie dwóch zawodników. Patyk w końcu wychodzi, a ja puszczam się w dziką pogoń na singlach - dawno tak szybko nie jechałem :) Dochodzę ich i jedziemy razem. Na hopce u góry spada mi łańcuch. Tym razem szybciej udaje mi się go założyć, ale rywale odjeżdzają. Mój poziom agresji wzrósł do maksymalnego, ale tu niestety już ciężko odrobić.

mtb

Ostatni płaski odcinek do mety jadę sam - nie ma żadnego "przyjaciela" do pomocy. Ostatnie 20 minut staram się jeszcze dokręcić - mówię sobie, żeby cisnąć jak na teście 20 minutowym :) Dojeżdza do mnie Ukrainiec i razem wjeżdzamy na ostatnią sekcję XC, przed którą chciałem desperacko zajechać mu drogę :P Nie powinno się tak robić, ale adrenalina zadziałała. Na górce nie zrzuciło mi na małą tarczę i zawodnik odjechał. W końcu dojeżdzam do mety na 37 miejscu open. Wynik nieco poniżej oczekiwań, ale oprócz problemów sprzętowych złożyła się na to jeszcze jedna rzecz. Mój organim potrzebuje trochę odpoczynku, co pokazały wyniki ostatnich badań. Hemoglobina i hematokryt w dolnych granicach, a przed sezonem były w górnych. Także teraz nieco obniżam intensywność i odpoczywam przed 4 - tygodniowym maratonem startów.